Piach czy tworzywo sztuczne na placu zabaw? – oto jest pytanie

View on the playground with city. Vector cartoon illustration

Nasze pokolenie spędzało wiele czasu na placu zabaw, czy też zwyczajowych trzepakach pod blokami. Nie mieliśmy tak dużego dostępu do placów zabaw, jaki mają nasze dzieci. Chcemy więc, by nasze pociechy wykorzystały miejsca, w których mogą miło spędzić czas z rówieśnikami. I to na świeżym powietrzu! W czasach rozwoju technologicznego jest to niezwykle ważne. Należy jednak postawić sobie pytanie: Czy lepszy jest plac zabaw zasypany piachem, czy wyłożony tworzywem sztucznym? Temat ten poruszył kandydat do Rady Miasta z okręgu 2 – Łukasz Olejnik.

 

Drodzy sympatycy Nowego Pokolenia!

Jestem ojcem dwójki brzdąców w wieku dwóch i czterech lat. Długo zastanawiałem się co mogę zrobić dla najmłodszych. Jestem przeciwnikiem rozdawania pieniędzy w postaci bonusów i innych zasiłków, ale w kompetencji Urzędu Miasta są również aspekty dotyczące najmłodszych bełchatowian – oni także są przecież mieszkańcami naszego miasta. Chodzi mi oczywiście o place zabaw, na których nasze pociechy spędzają najlepsze chwile swojego dzieciństwa. A przynajmniej mam taką nadzieję.
Po dość długiej debacie z żoną na temat: „Czemu my chodzimy tylko na place zabaw ze sztuczną nawierzchnią a nie z piaskiem” stwierdziłem, że piach na placu zabaw ma trzy plusy:
– Po pierwsze aspekt ekonomiczny: na który w kwestii dzieci zazwyczaj „przymykamy oko”;
– Drugi plus jest taki, że piach jest bardziej miękki niż sztuczna nawierzchnia,
– Trzecią korzyścią jest fakt, że dzieci lubią bawić się biegając po piachu aniżeli po twardej nawierzchni.

O ile z pierwszym i drugim plusem nie ma co dyskutować, to przy trzecim należałoby do dziecięcej ankiety dodać (jak przystało na biurokratyczne państwo dwa załączniki:

  1. Czy lubisz wracać do domu mając wszędzie piach? Jeśli tak to, dlaczego wtedy płaczesz?
  2. Pamiętaj, że po każdej zabawie w piachu myjemy głowę. (wtedy też płaczesz)

Myślę, że wybitne dziecko, które w wieku dwóch lat pojmie związek tych czynników, stwierdzi „Mamo, chodźmy na ten plac z gumą”.

Skoro powiedzieliśmy już o plusach to przejdźmy do minusów, których jest tak dużo, jak nietrafionych propozycji Panów Matyśkiewicza i Gryczki podczas debaty w łódzkim radiu:

  1. Piasek jest cięższy w utrzymaniu czystości.
  2. Jest bardzo rzadko wymieniany na bełchatowskich placach zabaw.
  3. Załatwiają się do niego psy i koty (w szczególności jeśli jest nieogrodzony, a większość nie jest).
  4. W piasku mogą się znajdować niebezpieczne przedmioty, np. gwoździe, butelki czy szkło, a pamiętajmy, że nawet złamana gałązka potrafi rozciąć stopę małemu dziecku.
  5. Odwieczny problem wysypywania piachu z butów (o ile w lato dzieci biegają w sandałach to w chłodniejsze dni jest to dość uciążliwe zarówno w zabawie jak i po powrocie do domu).
  6. W zależności od wieku dziecka zabawa na takim placu często zwiastuje natychmiastową potrzebę kąpieli i nie chodzi o to, że ktoś nie jest higieniczny, ale często komplikuje to dalsze plany spędzenia wspólnie dnia.
  7. Upadek czy potknięcie = darmowy posiłek (w postaci piachu) + płacz.
  8. Mnie jako rodzicowi jest dużo ciężej pomagać dziecku w pokonywaniu najbardziej atrakcyjnych (czyt. najbardziej niebezpiecznych) elementów placu.
  9. Po deszczu korzystanie z placu jest uciążliwe.

Reasumując piaskownica może być na placu zabaw, a nie plac zabaw w piaskownicy. Wobec tych wszystkich argumentów, zanim podejmiemy dalsze kroki w tym kierunku, chciałbym poznać opinię bełchatowskich rodziców w tym temacie. Oczywiście nie chcemy obiecywać rzeczy nierealnych, czyli na przykład wymiany nawierzchni na syntetyczną na wszystkich placach zabaw. Moglibyśmy natomiast nakreślić kierunek tworzenia nowych miejsc rozrywki dla najmłodszych jak i renowacji starych. W innym wypadku wciąż będą powielane te same błędy.

Na koniec wypada się także zastanowić, dlaczego cele takich inwestycji bardzo często odbiegają od oczekiwań mieszkańców.
Milton Friedman przedstawił 4 sposoby wydawania pieniędzy:
– wydajesz własne pieniądze na swoje potrzeby: jesteś ostrożny i wydajesz tak by być pewnym, że dostaniesz to, czego oczekujesz;
– wydajesz własne pieniądze na cudze potrzeby: chcesz ograniczyć wydatek i nie przywiązujesz tak dużej uwagi do rzeczy, które kupujesz innym jak do tych, które kupujesz sobie;
– wydajesz cudze pieniądze na własne potrzeby: nie przywiązujesz zbyt wielkiej uwagi do kosztów, chcesz najlepszego produktu/usługi;
– wydajesz cudze pieniądze na cudze potrzeby: ani nie przywiązujesz zbyt dużej uwagi do kosztów, ani do jakości, ani do celowości zakupu.

Jak to się ma do placów zabaw?
Urzędnicy chcą, żeby były pokaźne i duże. Takie, by mogli się nimi pochwalić, a najlepiej jeśli będzie ich dużo(!) – ot, urzędnicza logika. Przecież piasek jest naturalny. Przecież dzieci go lubią. Przecież my też się bawiliśmy na piasku…

Jak zrobiłby to rodzic? Jak zrobiłaby to osoba kompetentna?
Zdecydujmy się na mniejszy plac, bez dwóch huśtawek, ale ze sztuczną nawierzchnią. Huśtawki zawsze można dostawić, wymiana nawierzchni spowoduje większe komplikacje i będzie bardziej kosztowna. Zastanów się co, wybrałbyś w markecie chcąc sprawić dzieciom radość? Duży plac zabaw, który się chwieje i nie wygląda zbyt solidnie czy mniejszy, który zawsze możesz doposażyć, a jest zdecydowanie bardziej solidny i bezpieczny? Oczywiście wybrałbyś drugą opcję, bo po pierwsze wydajesz własne pieniądze na własne potrzeby, a oprócz zapewnienia frajdy dzieciakom chcesz, aby były bezpieczne!

Jest to jednak moja osobista opinia i z chęcią zapoznam się z Waszą opinią – rodziców naszych małych bełchatowian.